Zainspirowany landscapem Benjamina Finka chciałem się spróbować w takim postprocessingu. Oczywiście wyszło całkiem inaczej jak chciałem ale na mój gust też się podoba. I proszę nie wieszać na mnie psów za ten przepał na górze. To tak bardzo niechcący.
Szczerze przyznam, że po raz pierwszy byłem na weselu gdzie Panna Młoda dostała tort z cheeseburgerów posypany frytkami. Pomysł powinien wykorzystać Mac i organizować śluby z takimi tortami ;).
...no tylko ten mniejszy Olsztyn. Po raz pierwszy byłem w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Miejsce to naprawdę mnie urzekło. Aż żal było wracać na to nudne i płaskie Mazowsze.
Jest teraz 00:10. Piszę ledwo widząc na oczy. A to tylko dlatego, że dzisiaj od wschodu słońca już biegałem z aparatem w dłoni przed zgrają, głodnych dobrych kadrów ludzi. Efekty dzisiejszej bieganiny na obrazkach poniżej.
Jak zawsze info o wolnej sali kinowej dostaję w drodze z pracy kiedy nie myślę o niczym innym jak o łóżku i ciepłej herbatce. Dzisiaj wyjątkowo nie miałem ochoty przychodzić bo po ostatnim warsztatowym spacerku ledwo oddycham a moje zatoki jak sama nazwa wskazuje są zatkane na amen. Jednak, żeby nie zawieść naszego Pana Dajrektora, zaszczyciłem wszystkich swoją osobą ;). Salę kinową odwiedziła również zgraja jedenastolatków, która okazała się być zespołem teatralnym. Bardzo chętnie zaczęli pozować do zdjęć i udzielać wywiadu przed kamerą. Najlepszą częścią było opowiadanie o swoich marzeniach. Kurcze ja w tym wieku chciałem być strażakiem a teraz maluchy chcą być prawnikami, psychologami.Ech, jak tak dalej pójdzie to zabraknie służb mundurowych w tym kraju.
Oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić sesyjki portretowej :).
W ten weekend po raz pierwszy słońce wyszło zza chmur i wreszcie zrobiło się ciepło. Ja stanowczo oznajmiłem, że nie będzie kolejnego weekendu spędzonego przed TV i ruszamy nasze cztery litery na baaardzo długi spacer. Oczywiście moja druga połówka zamiast mnie widziała tylko aparat :). Niestety pod koniec spacerku czułem się tak jak w sezonie po przejechanych 80 km rowerem (ech ta kondycja). Trzeba przed sezonem znaleźć jakąś cud dietkę bo inaczej rowerek odmówi posłuszeństwa ;).
Jak już wiadomo, mieszkam w Grójcu, mieście przedwojennych, drewnianych domów. Ostanio będąc na spacerze zastanawialiśmy się jak to możliwe, że tak wielkie, przypominające stodoły chałupy jeszcze stoją i nic się z nimi nie stało? Od wczoraj moje miasto jest ubogie o jedną taką chałupkę. A że stała ona na drodze moich codziennych, nocnych wędrówek to nie byłem w stanie się powstrzymać i złapać za aparat. Dziwna sytuacja mnie spotkała. Robiąc zdjęcia zauważyłem, że strażacy wyciągają przemoczoną do cna starszą osobę ubraną tylko w koszulę flanelową i slipki. Jak ten człowiek wytrzymał w tym dymie około 40 minut? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zauważył mnie, podszedł i spokojnie powiedział "Ty tutaj pstrykasz sobie zdjęcia a ja tracę w tym czasie dom". Zatkało mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć. Spuściłem głowę i odszedłem.
Dzisiaj wracając z pracy dostałem cynk, że jest możliwe pobawienie się kamerą na sali kinowej w ramach naszych warsztatów. Kiedy wszedłem do kina Pan Reżyser już się rozgrzewał kręcąc Dyrektora naszego GOK-u, który niewątpliwie ma zadatki na wielkiego aktora. Później się okazało, że nawet ja nieźle wychodzę w kamerze. Ok, to chyba tylko było powiedziane z grzeczności Pana Reżysera. Tak czy inaczej ja wole być po tamtej stronie.
W tygodniu budząc się zazwyczaj o szóstej tak bardzo marzę o spaniu do przynajmniej dzięsiątej rano. Dzisiaj weekend i jak zwykle musiałem wstać przed ósmą. Chyba nie jest mi dane w życiu się wyspać. Tylko widok przez okno zrekompensował mi to całe moje zaspanie. Nie wierzyłem własnym oczom, że tak pięknie może być o tej porze roku. Niecałe pięć minut marszu od domku wylądowałem na zamglonej polanie stojąc po łydki w śniegu. Drzewa były pokryte pięknym szronem który w ciszy delikatnie spadał z gałęzi. Czułem się jak dzecko stojąc pod nimi i fotografując to piękne przedstawienie.